poniedziałek, 17 maja 2010

Punk's not dead

Wybraliśmy się kilka tygodni temu na koncert razem z Rodzicami Oliwki. Dotarłszy pod pub okazało się że kwiat londyńskiego punk-rocka już tam jest i miło było popatrzeć jak ludziska ciągle starają się ubrać stosownie do okazji. Zjechało się sporo rodaków, gównie ze słonecznego Grudziądza i okolic ale też z innych miejsc starego kontynentu. Szczególnie włoska załoga zasługuje na uznanie ze względu na liczbę i jakość fanów. Najjaśniejszą gwiazdą wieczoru była Biała Gorączka ale przed nią zagrały niewiele bledsze supporty. Bawiliśmy się elegancko, zawarliśmy kilka nowych znajomości w sycylijskich kręgach punkowych i w ogóle poczuliśmy się z Dorotą jak za starych dobrych czasów. Okazało się ze punk’s not dead… ale przecież tego nikt nigdy nie negował.

czwartek, 13 maja 2010

Żywot Briana (a w zasadzie jego początek)

Kilka tygodni temu odezwała się nasza „najstarsza” klientka. Ewa jakiś czas temu barała ślub z Remikiem a ja miałem przyjemność to wydarzenie udokumentowac. Od tamtego czasu robilśmy razem zdjęcia ciążowowe no a teraz w następstwie ciąży pojawił sie Brian, któremu należał się chrzest. A przy chrzcielnicy na dwa aparaty, my. Był to nasz pierwszy chrzest i musze powiedzieć, że nam się spodobało. Wyszła z tego pokaźna kolekcja zdjęć, a niektóre wklejam poniżej.

Na Dubajowej Ziemi

Po niedawnej wizycie u rodziny Dubajów pozostało nam kilka zdjęc. Ala prosiła o kilka fotek razem z niedawno urodzonym małym Patrykiem (ależ piękne imię wybrali). Udało mi się złapać Matiego z Malwiną na plaży i samą Maję pokolorowaną jak wielkanocna pisanka. Za dwa dni jedziemy na Patrykowe chrzciny więc wkleję kilka poświęconych fotek niebawem.

środa, 12 maja 2010

Pierwszy Post

Zacznę od tego że wczoraj skończyłem 32 lata i chyba to mnie pchnęło to założenia tego bloga. Zawsze chciałem mieć miejsce gdzie mogę sobie popisać różne takie. Chciałem tez mieć gdzie powklejać zdjęcia, które się na oficjalna stronę z różnych względów nie nadają. Urodziny zorganizowane przez moją kochaną żonę udały się świetnie i najedzeni włoszczyzną zakończyliśmy na torcie w pubie. Wpadło prę osób. Jak zwykle wina było dużo, a że do pracy na drugi dzień ktoś iść musiał to teraz odczuwam delikatnie wczorajszy wieczór. Nic to. Dałem radę.