środa, 2 czerwca 2010

Chrzest Patryka (nie mój)

Wróciliśmy do Brighton na zapowiedziane chrzciny. Było bardzo wesoło, jak to przy takich okazjach. Ksiądz był miły (ten sam co nas związał węzłem małżeńskim), pogoda nadmorska, pyszne jedzenie (brawo dziewczyny) i dobre towarzystwo. Wystarczyło czasu żeby spędzić dzień z Ciotką Doris, posiedzieć na plaży przy ognisku z piwkiem, poszukać muszelek. Przywieźliśmy sporo zdjęć bo Dorota też szalała ze swoim aparatem. Oto kilka naszych wspólnych wypocin.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz